Czy pani psychodietetyk je słodycze? | fitStrategia

Czy pani psychodietetyk je słodycze?

Czy Pani psychodietetyk je słodycze? Jak myślisz?

Kiedy pracuję z kobietami indywidualnie, często spotykam się z problemem nadmiernego podjadania słodyczy. Kobiety opowiadają mi o tym, jak chciałyby sobie poradzić z ciągłą ochotą na słodkie, ile razy już próbowały i na czym te próby się kończyły.

Tu, w zależności od przyczyny, które wspólnie znajdujemy, podpowiadam inne, skuteczne sposoby na to, jak odzyskać kontrolę nad słodyczami i wspieram je w tym procesie. Tak, bo to proces. Nie istnieje coś takiego, jak jedna superskuteczna metoda działająca w mgnieniu oka i na każdą z nas. Również dlatego stworzyłam kurs online Słodkie życie bez słodyczy, który pomaga odkryć przyczynę podjadania i dobrać do tego odpowiednią strategię działania.

A co robi specjalistka?

Również często spotykam się z wyobrażeniami na mój temat. Jako osoba zawodowo zajmująca się wspieraniem w zmianie nawyków żywieniowych i skutecznym odchudzaniu mogę kojarzyć się z osobą, która nigdy nie sięga po małe co nieco, nie ma pokus, a częstowana łakociami zawsze mówi nie.

A jak to wygląda w rzeczywistości?

Lubię słodycze. Nie wszystkie, nie pod każdą postacią, ale lubię słodki smak.

To, że lubię słodycze nie znaczy jednak, że jem je codziennie. Tu również warto dodać, że słodycze lubię, ale nie uwielbiam. Słodycze są dla mnie po prostu jedną z grup produktów.

Być może pomyślisz, że skoro „tylko” je lubię, to dlatego nie jem ich codziennie.

A wiesz, skąd bierze się to, że uwielbiamy słodycze?

Bardzo często z naszego stosunku do nich. Oczywiście nasze nawyki żywieniowe i preferencje kształtują się przez lata. Już w dzieciństwie, kiedy w nagrodę za dobrą ocenę albo za zjedzenie obiadu, albo na pocieszenie po stłuczonym kolanie dzieci dostają coś słodkiego, wytwarzają się pozytywne skojarzenia. Przyjemność, relaks, chwila dla siebie, pocieszenie, świętowanie…

Również będąc już dorosłymi mamy ogromny wpływ na to, jakie myśli, obrazy i emocje wywołują w nas słodycze. Jeśli np. mówisz sobie, że bardzo je uwielbiasz, ale nie możesz ich jeść, to stają się one dla Ciebie coraz większą pokusą. Zakazany owoc kusi najbardziej.

A wracając do tematu głównego, czyli jak to wygląda u mnie.

Mam świadomość, że słodycze nie są zdrowe, że ich nadmiar wpływa na nasze zdrowie, ciało i samopoczucie. Skupiam się jednak bardziej na tym, co dla mnie dobre i zdrowe, dzięki czemu to właśnie takie rzeczy trafiają na mój talerz i do mojego żołądka.

Nie mam zasady, że nie jem/ nie mogę jeść słodyczy.

Paradoksalnie to właśnie dzięki temu nie mam niepohamowanej ochoty, żeby po nie sięgać. Kiedy zjem kawałek czekolady, nie czuję wyrzutów sumienia, nie pojawiają się myśli „nie powinnam, więc skoro już zjadłam trochę, to zjem całą czekoladę, a od jutra już nie jem słodyczy”.

Kiedy ktoś mnie częstuje w mojej głowie nie pojawiają się myśli „mi też się coś od życia należy”, „nie powinnam, ale to już ostatni raz”, „muszę to zjeść” itp. Tym, co decyduje o tym, czy po nie sięgnę jest to, czy naprawdę mam ochotę, czy jest to coś, co bardzo lubię i czy świadomie tego chcę. Również potrafię asertywnie odmawiać, więc jeśli ktoś zbytnio mnie nakłania, częstuje – wiem, jak sobie poradzić.

W praktyce wygląda to tak, że będąc na jakiejś imprezie częstuję się ciastem, które naprawdę lubię. Jeśli jest takie, które nie należy do moich ulubionych, nie muszę sięgać po nie tylko dlatego, że jest.

Kiedy spotykam się z koleżanką (co oczywiście w ostatnim czasie nie ma miejsca, mówię o sytuacji standardowej) często zamawiam zupę krem, sałatkę albo coś konkretnego, jeśli jestem akurat bardziej głodna. To, że ktoś zamawia deser nie wpływa na to, czy i ja go zamówię. No chyba, że czasem mam ochotę, to też coś sobie wybiorę.

Jedzenie na pocieszenie?

Kiedy mam gorszy dzień, nie mam potrzeby sięgnięcia po czekoladę. Bo tak, mimo, że dużo mówię o nastawieniu i raczej dostrzegam w otaczającym świecie pozytywy – też czasem miewam gorszy nastrój. Wtedy włączam jeden z moich ulubionych energetycznych kawałków, jeśli jestem w domu – zaczynam tańczyć. Albo przytulam się do męża i rozmawiam z nim.  Albo idę na spacer. Dzwonię do przyjaciółki i mówię o tym, co leży mi na sercu.

Albo zastanawiam się, co jest przyczyną tego, że gorzej się czuję. Zastanawiam się co mogę z tym zrobić. Czy jest to w obszarze mojego wpływu? Czy jestem w stanie jakoś temu zaradzić? A może po prostu potrzebuję to przetrawić i zaakceptować? To na czym często się potykamy to próba stłumienia trudnych uczuć, ucieczka od nich, potrzeba natychmiastowego zamaskowania faktu, że czujemy się gorzej.

Kiedy po całym dniu mam ochotę na chwilę tylko dla siebie, nie sięgam wtedy po ciasteczka, aby się zrelaksować. Wyciągam wtedy swoją ulubioną filiżankę, zaparzam dobrą herbatę, siadam na mojej kanapie, biorę kolorową poduchę i daję sobie chwilę wytchnienia. Albo biorę książkę i zaczynam czytać.

Reasumując

Na co dzień odżywiam się zdrowo, a po słodycze sięgam okazjonalnie. Bez wyrzutów sumienia, bez presji i ścisłych zakazów. Najlepiej mogłabym to opisać w ten sposób, że to ja kontroluję słodycze, a nie one mnie. Tutaj jeszcze dodam, że nie kosztuje mnie to wielkich wyrzeczeń, czy ogromnej siły woli. Więc mogłabym określić to też tak, że czuję wolność w tym obszarze, słodką wolność.

Kiedyś jedna klientka powiedziała mi na pierwszej konsultacji, że ona, kiedy powstrzyma się przed zjedzeniem czegoś słodkiego, czuje się bardzo zestresowana i dużo wysiłku musi w to włożyć. I niestety tak to często wygląda, kiedy mamy problem z podjadaniem.

Na szczęście można to zmienić. Jeśli czujesz, że masz problemy z podjadaniem słodyczy, ciężko Ci nad tym zapanować – sprawdź mój kurs online Słodkie życie bez słodyczy, w którym pomagam kobietom odzyskać kontrolę nad podjadaniem. Już niedługo startuje jego kolejna edycja – żeby nie przegapić startu zapisz się na listę osób zainteresowanych.

 

 

to może Cię również zainteresować...